Realia finansowe w dobie kryzysu, nie są najlepsze. Aczkolwiek porównując nasze wakacyjne wyjazdy z okresu studiów to i tak w dzisiejszych czasach możemy dużo więcej. Niemniej jednak postanowiliśmy powrócić do starych zwyczajów i spróbować po 15-tu latach przerwy wybrać się na ferie autostopem. Jedyne co chcieliśmy zabrać to ulubione aparaty fotograficzne i kamery, żeby dobrze udokumentować eskpadę.
Pierwsze dwie trzecie drogi przeszło jak marzenie. Podróż autostopem to dla Nas taka podróż wspomnień z młodości. Wszystkie kraje, przez które jechaliśmy mają znakomitą infrastrukturę drogową, a autostop i autostrada to wspaniałe połączenie. Taka metoda podróżowania ma też ogromny plus w postaci różnorodności osób, które się spotyka. Osób, których siedząc w pociągu, czy autobusie nie byłoby szansy spotkać.
Niestety ostatni etap podróżowania nie był już tak extra. Podróżowanie się po prowincjonalnych bezdrożach okazało się nadzwyczaj bardziej skomplikowane niż jazda autostopem drogami szybkiego ruchu europy. Cały jeden dzień spędziliśmy na pustynnym pustkowiu, na którym nie było ani jednego drzewka, ani innego cienia. Jak na złość dopadł nas tam deszcz, a żaden z przejeżdżających kierowców nie miał ochoty żeby zabrać ze sobą przemoczoną parę.
Kolejne dni pobytu coraz wyraźniej pokazywały, że goście, którzy nie szastają na prawo i lewo kasą nie są mile widziani. Najlepsi to tacy, którzy najlepiej przyjeżdżają, oddają od razu cały szmal i na drugi dzień od razu wracają. W drugiej części wakacji zostaliśmy okradzeni, zginął nam aparat cyfrowy D90, a po kilku dniach kamera Panasonic . Poszukiwania oczywiście nie przyniosły jakiegokolwiek skutku, pomimo tego, że w mieścinie nie mieszkało więcej niż sto osób, nie pojawiła się poszlaka kto mógł to zrobić. Wydawało nam się, że na twarzach tubylców, którym opowiadaliśmy o kradzieży widać satysfakcję. Wyjechaliśmy ostatecznie przed czasem i przez kolejnych wiele lat tam nie przyjedziemy
